Litwo, ojczyzno moja (w korporacji)…

23 Maj 2009 at 14:27 1 komentarz

W dzisiejszym wpisie schodzimy z chmur za ziemię. Wracamy na grunt rywalizacji i presji, niepewności i niepokoju, znużenia i powtarzalności. Czyli idziemy do naszej kochanej … pracy.

Do tego wpisu zainspirował mnie komentarz Mariana umieszczony pod artykułem Szefowie z piekla rodem czyli rzecz o filmowych przywódcach:

„Dla mnie, jako dla pracownika nie są najważniejsze efekty osiągane dla firmy. Jeśli miałbym wybór pomiędzy pracą dla człowieka po którym nie wiadomo czego się spodziewać lub dla przewidywalnego ale przynoszącego trochę gorsze efekty szefa, zawsze wybrałbym tego drugiego. Mnie bardziej interesuje spokojna i stabilna praca niż osiągnięcie wyników dla firmy.”

Ja też wolę przewidywalnego i „normalnego” szefa. Miałem już wielu i w ogromnej większości byli to obcokrajowcy. Obecny szef też nie jest Polakiem. Pewnie chcielibyście wiedzieć co o nim myślę? Pozwólcie, że zostawię to dla siebie. Wspaniale plotkuje się o szefach, ale w tym miejscu odwiodłoby nas to głównego wątku, który chcę poruszyć 😉

Umowa o pracę to kontrakt. Ja świadczę pracę, a firma płaci mi za tę „usługę”. Każda prywatna firma istnieje jednak po to, żeby zarabiać pieniądze. Taki jest jej sens i cel istnienia. I być może będę tutaj brutalny, ale nawet wszelkie systemy szkoleniowe mające na celu rozwijanie umiejętności pracowników w ostatecznym rozrachunku mają na celu maksymalizowanie zysku dla firmy.

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Odwrócę więc sytuację. Gdybyśmy byli właścicielami własnej firmy, to wolelibyśmy pracownika, który szuka rozwiązań przynoszących jej jak najlepsze wyniki, czy też takiego, który jest przewidywalny, ale interesuje go po prostu spokojna i stabilna praca?

Im większa jest organizacja, tym bardziej sytuacja się komplikuje. Bo co to jest właściwie firma? Firma to ludzie. Dla kogo więc pracuję? Dla swojego szefa? Dla szefa mojego szefa, czy też może dla zarządu firmy, który w dużych korporacjach dzieli się jeszcze na zarządy spółek krajowych, organizacji regionalnych i w końcu zarząd centrali? Kto mi ostatecznie płaci za pracę?

A jeżeli sam(a) jestem szefem, lub szefem szefa, to w stosunku do kogo mam być lojalny: w stosunku do swojego szefa, czy do swoich podwładnych? Jeżeli w czasie poważnego kryzysu przyjdzie mi zwolnić część swojej drużyny, to czy podołam temu zadaniu? Bo jeżeli ja nie podołam, to w firmie znajdzie się ktoś inny, kto to zrobi. Ale wtedy ja wyląduję na bruku. I ucierpi moja rodzina.

Uważam, że menedżer, który nie musiał zwalniać ludzi nie jest jeszcze w pełni menedżerem. To jedna z najtrudniejszych chwil „w karierze”. To zmierzenie się z poważnym dylematem, spojrzenie w głąb siebie i znalezienie odpowiedzi na bardzo poważne pytania. To egzamin z wewnętrznej integralności, bolesna okazja do nauczenia się czegoś o sobie. I zwykle bezcenna lekcja pokory. Jeżeli bowiem decyzja o zwolnieniu pracowników została już podjęta i nie mieliśmy na nią wpływu, bardzo ważne staje się JAK to zrobimy. Czy uczciwie i z szacunkiem dla innego człowieka, czy też jak najszybciej, żeby po prostu mieć to za sobą. Ja staram się pamiętać, że w dowolnej, ale to naprawdę w dowolnej chwili, sam mogę się znaleźć w sytuacji zwalnianego. Im wyżej siedzisz, tym silniejsze wiatry wieją i tym mocniejszy jest upadek. W dzisiejszych czasach jedyna pewna rzecz, to zmiana.

 Nie mogę się też oprzeć refleksji nt. Generacji Y. Dla „firmy” to niełatwy orzech to zgryzienia. Ja należę do tych, którzy przeszli przez okres transformacji ustroju w Polsce. Pamiętam jeszcze czasy, kiedy stało się w długiej kolejce, żeby za zł 1.80 kupić 10 dag cukierków, jedynych cukierków dostępnych w sklepie. Czasy, kiedy rodził się w Polsce kapitalizm i trzeba było mocno pracować. Wiem, że powiało ZBoWiD-em, ale sorry, nasza historia jest ważna (wielu młodych czytelników pewnie nie wie, co to był ZBoWiD – wyjaśnię więc od razu: to organizacja kombatancka, której skrót pochodzi od słów „Związek Bojowników o Wolność i Demokrację”).

Dziś młodzi ludzie cenią wolność i niezależność. Nie są lojalni w stosunku do pracodawcy. Równocześnie mają stosunkowo wysokie oczekiwania. Zanim nastąpił obecny kryzys, sytuacja na rynku rekrutacji osiągnęła takie ekstremum, że to młody kandydat do pracy na dzień dobry pytał firmę, co może mu zaoferować i dlaczego właśnie tutaj miałby pracować. W sklepach jest wszystko. Komercja i reklamy rządzą tym światem. Wszystko jest na wyciągnięcie ręki i łatwo przychodzi. Nawet na randkę nie chce się wychodzić. Bo po co? Można przecież usiąść do kompa i poklikać na gadu-gadu.

No właśnie. Wszystko jest na wyciągnięcie ręki i łatwo przychodzi. Nie trzeba się starać i nie ceni się tego, co się ma. Natomiast chciałoby się mieć jeszcze więcej. Tylko kiedy to „więcej”, to będzie już „dość”? Obawiam się, że dopiero wtedy, kiedy Życie przyniesie otrzeźwiający zimny prysznic i zostawi nas na chwilę z niczym. Wtedy dopiero zaczyna się coś, co ja nazywam „Litwo, ojczyzno moja..”, czyli „ile cię trzeba cenić ten się dowie, kto cię stracił”.

 

Zobacz także:

Zrozumieć system

Autorytet, czyli przewrotny związek wywiadówki, marynarki i lunch’u z szefem

Kariera dzięki sieci

Jak motywować pracowników 

Jakie  są cechy prawdziwego lidera?

Jak zbudować skuteczny zespół?

Jak zbudować swój autorytet w zespole?

Kiedy praca staje się obsesją

Reklamy

Entry filed under: efektywność menadżera, kariera, praca, przywództwo, wartości. Tags: , , , , , , , , , .

Ciekawostki – kto utrzyma systemy emerytalne? Co ukrywasz w swoich zakamarkach? – odc. 1

1 komentarz Add your own

  • 1. Krzysztof Sornat  |  11 czerwca 2009 o 09:01

    Witam,
    ja chciałem skomentować ostatni akapit.
    Według mnie życie polega w pewnym stopniu na ciągłym doskonaleniu się, rozwijaniu, doświadczaniu, życiu po prostu – a z ostatniego akapitu wnioskuję, że powinniśmy mieć jakiś cel, po którego osiągnięciu jest „stop – więcej nic nie robię”. Nie wiem czy dobrze to zrozumiałem. Natomiast ważną rzeczą jest cieszyć się z tego co się ma i co się już osiągnęło, a także cieszyć się, że można żyć dalej i robić kolejne fajne rzeczy 🙂

    Pozdrawiam
    Krzysztof Sornat

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Trackback this post  |  Subscribe to the comments via RSS Feed


Archiwum

Tańcząc z Życiem - blog Ryszarda Skarbka w katalogu Gwiazdor
Katalog stron na MCportal.pl
Rozwój Osobisty

Blog Stats

  • 674,446 hits

%d blogerów lubi to: