Jestem zajęty, więc jestem

25 kwietnia 2009 at 11:44 5 komentarzy

kocham swoja prace

Stworzyliśmy czasy, które charakteryzują się chronicznym brakiem czasu. Każdy gdzieś goni, spieszy się. Pędzimy z jednego spotkania na drugie, od jednej sprawy do drugiej. Mamy wrażenie, że kiedy coś robimy, powinniśmy juz robić coś innego.

Czyż to nie paradoks, że wynalazki technologiczne złapały nas w tę pułapkę? Ale czy to one nas złapały, czy my siebie? Technologia miała nam pomóc w uproszczeniu wielu rutynowych działań, uwolnić nas od tego co żmudne i mniej ważne. Samochód, pralka, mikrofalówka, telefon komórkowy, odkurzacz, zmywarka do naczyń, wreszcie e-mail i Internet. Co się stało z tym czasem, który miały nam zaoszczędzić?

Brak czasu jest dziś niemalże wyznacznikiem ważności danej osoby. Twoja niędostępność decyduje o twojej randze, zwłaszcza w pracy. Jeżeli nie jesteś zajęty, nie jesteś osobą, z którą należy się liczyć. Jeżeli twój telefon komórkowy nie dzwoni nieustannie, niemalże nie istniejesz.

Narzekamy na nieustanny brak czasu, tak jak gdyby to była immanentna cecha przyrody. A przecież czas od zarania dziejów płynie tym samym rytmem. Skąd więc się to bierze?

Nie żyjemy naszego życia, odgrywamy je. Poruszamy się wśród innych osób tak samo zagonionych i z takim samym pietyzmem wszyscy odgrywamy sztukę robienia na sobie nawzajem jak najlepszego wrażenia. Liczą się pozory, to co na zewnątrz, nie to co w środku. Co więcej, jeżeli to co w środku krzyczy po cichu pustką, tym bardziej trzeba to zapełnić jeszcze większą ilością spraw. Tylko że tego co wewnętrzne nie da się zastąpić tym, co zewnętrzne.

Naszą wartość wyznacza to, co robimy. Nie to kim jesteśmy. Łudzimy się, że robiąc więcej, działając więcej, osiągając więcej, zdobywając więcej, gromadząc więcej, działając, działając, działając – staniemy się Kimś, będziemy Kimś. A chyba kierunek jest odwrotny. Najpierw trzeba kimś lub czymś być, żeby coś robić w określony sposób. Dlatego m.in. tytuł serii wpisów na tym blogu brzmi „Jak być szczęśliwym?”, a nie  „Co zrobić, żeby być szczęśliwym?”. Zdaję sobie sprawę, że to w dużej mierze gra słów, ale w tym przypadku istotna. Pokazuje bowiem pewną subtelną, ale niezwykle ważną różnicę.

Bo z czego wynika nieustanny brak czasu? Z naszych wyborów, niestety. To my decydujemy, czym zapełniamy ten czas. Tak naprawdę to my wybieramy. U podstaw tych decyzji jest to, co jest dla nas wewnętrznie ważne. Jeżeli mamy co do tego jasność – łatwiej jest dokonywać tych wyborów. Co więcej wtedy mamy świadomość, że to my podejmujemy tę decyzję. I z tą odpowiedzialnością za swoje wybory trzeba się niestety zmierzyć. To trudne. Bo żeby płynąć pod prąd trzeba samodzielności i odwagi. W przeciwnym razie jednak przeżyjemy nasze życie nie zdając sobie sprawy, że jego główny cel polegał na robieniu dobrego wrażenia na innych.

I tu przychodzą mi do głowy kolejne dwie refleksje. Jedna bardziej praktyczna, związana z naszym życiem w pracy. I jedna bardziej odleciana.

W dużych firmach popularny jest tzw. feedback, czyli informacja zwrotna przekazywana podwładnym, czy też kolegom i dotycząca określonego zachowania lub oceny realizacji zadań. Dowiadujemy się wtedy od innych co zrobiliśmy źle, a co zrobiliśmy dobrze. Jak jesteśmy postrzegani, co powinniśmy skorygować, jakie postawy wzmocnić, jakich działań zaprzestać, gdzie mamy tzw. „opportunities for improvements” – czyli tłumacząc z polskiego na nasze, co postrzegane jest jako nasze wady.

To dobrze, jeżeli taka praktyka istnieje. Mamy bowiem bezcenną możliwość dowiedzieć się jak czasami nasze intencje są zupełnie inaczej postrzegane przez świat zewnętrzny. Jak korekta pewnych drobnych szczegółów (np. sposobu formułowania zdań lub zadawania pytań czy też kontaktowania się osobiście, a nie  przez e-mail) może nam istotnie pomóc w osiąganiu celów i budowaniu odpowiedniego wizerunku.

Ja natomiast chcę zwrócić uwagę na to, żeby taki feedback przyjmować świadomie. To znaczy nie przegiąć w drugą stronę i nie poddać mu się bezwarunkowo. Żeby jednak móc robić to świadomie, musimy być świadomi swoich celów i mieć wewnętrzną jasność, co jest dla NAS ważne. Będziemy sami wybierali, co chcemy poprawić, a co nie i dlaczego. Będziemy w stanie bez rozterek i wewnętrznych frustracji pogodzić się z tym, że pewne nasze zachowania nie będą akceptowane „przez ogół”.  Uwolnimy się wtedy od lęku, że to w jakikolwiek sposób zagraża naszemu istnieniu. Nie będziemy więc działać powodowani strachem, nie będziemy mieć trudności z nie zrobieniem czegoś, nie zabudujemy swojego dnia po sufit, nie pójdziemy łatwo za kuszącą obietnicą zrobienia dobrego wrażenia na innych i bycia Kimś (w tej firmie).

I druga refleksja. Jeszcze nieoszlifowana, wciąż ciepła i będąca moim osobistym poszukiwaniem. Co pcha nas do tego niepowstrzymanego działania, skąd ten brak wewnętrznego poczucia wartości, które staramy się zbudować poprzez zewnętrzne działanie? Wydaje mi się, że to brak wewnętrznego poczucia, że jesteśmy kochani: przez siebie, przez Boga. A więc brak Miłości. Jeżeli bowiem wiemy, że jesteśmy kochani, jesteśmy wartościowi. Nie musiimy wtedy kompulsywnie robić niczego extra, żeby to poczucie wartości w nas trwało, po prostu było i już. Ale o tym więcej przy następnej okazji…

 

Zobacz także :

Jak efektywnie zarządzać czasem – nieco inne spojrzenie

Po co nam WARTOŚCI w życiu

Pieniądze – a ile Ty jesteś wart(a)?

Pośpiech, Inteligencja, Awans, Frustracja, Wypalenie Zawodowe

Buddyzm i fizyka kwantowa, a wypalenie zawodowe (?!)

Mistrz i uczniowie – taki sam jak ja

Dzieci wiedzą lepiej – co to jest czas?

 

Reklamy

Entry filed under: miłość, praca, rozwój duchowy, rozwój osobisty, wartości. Tags: , , , , , , , , , , , , .

Inspiracje – dla wszystkich wątpiących Dzieci wiedzą lepiej – dlaczego ludzie robią wiosenne porządki

5 komentarzy Add your own

  • 1. piotrek  |  25 kwietnia 2009 o 12:35

    Wczoraj miałem identyczną refleksję. Ale jeszcze opróćz braku miłości wydaje mi się ważniejszy brak akceptacji siebie i szacunku do innego człowieka. Przez to że ocenia się to co się robi a nie to kim się jest nie szanuję się innych bo ‚przecież on nic takiego nie zrobił’.

    Smutna refleksja, czekam niecierpliwie na następny wpis.

    Odpowiedz
  • 2. Orest Tabaka  |  26 kwietnia 2009 o 10:10

    Do podobnej refleksji do tej z pierwszej części artykułu doszedłem na swoich „wakacjach”. Celem tych nowoczesnych technologii, maszyn, komputerów było odciążenie człowieka od wykonywania pracy na rzecz jego wolnego czasu. W efekcie poszliśmy w zwiększanie produktywności, a czasu zamiast więcej to mamy mniej, bo trzeba tymi maszynami się zajmować.

    Dobrze, że doszedłem do tego nim rozpocząłem „karierę”… dzięki temu bacznie wybieram tylko to co daje największą rożnicę w życiu i tylko tym się zajmuję, pozostawiając sobie wiele czasu na leniwe, wolne i radosne życie 🙂

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

    Odpowiedz
  • 3. Krzysztof Sornat  |  26 kwietnia 2009 o 13:12

    Bardzo dobry wpis. Ostatnio też się zastanawiałem czy to aby sens tak nie mieć na wszystko czasu (bo tak mam niestety), że zawsze jestem zajęty. Dużo hobby i aktywności. Niby jest to ciągłe rozwijanie się, uczenie i mi się to podoba, ale zawsze zastanawiam się jakie tego jest źródło, dlaczego i po co to robię. Dlaczego inni tak nie robią jak ja, dlaczego robią często coś wprost przeciwnego niż ja. Ale w sumie jeśli na prawdę jestem dzięki temu szczęśliwy to dlaczego nie? Chociaż czasami mnie nachodzi taka niechęć i nie chcę mieszkać w dużym mieście tylko gdzieś w domku na wsi. Zamierzam to zrealizować w najbliższe wakacje.

    Odpowiedz
  • 4. Ryszard Skarbek  |  27 kwietnia 2009 o 11:07

    Panowie (a gdzie są zajęte Panie !? :-),

    dziękuję za komentarze.
    Też tak sobie często myślę, że jeśli ktoś jest z szczęśliwy z tym co i jak robi, to czegóż chcieć więcej? Każdy z nas ma swoją drogę.

    Sądzę też, że to duży komfort móc sobie pozwolić na „leniwe, wolne i radosne życie”. Orest, chyba powinieneś się podzielić z innymi informacją jak to się robi 🙂

    Piotrek, idąc za Twoją myślą pomyślałem sobie, że to ocenianie na podstawie tego, co się zrobiło jest cechą charakterystyczną świata zachodniego, zorientowanego na cele, na osiąganie. Proces, droga – liczy się tu mniej. Z kolei świat wschodni koncentruje się na procesie, na uwolnieniu od pragnień, ale jednym z efektów takiego podejścia do życia jest po prostu bieda wielu wschodnich społeczeństw.

    I apropos jeszcze świata zachodneigo – zaryzykuję też tezę, że tak popularne Prawo Przyciągania jest używane głównie do zaspokajania indywidulanych potrzeb (tej osoby, która stosuje jego zasady). Ciekaw jestem, co teraz amerykańscy guru nt. LoA mówią ludziom w Ameryce w czasie trwającego właśnie dużego kryzysu?

    Odpowiedz
  • 5. Orest Tabaka  |  29 kwietnia 2009 o 10:20

    Rysiek:
    „Sądzę też, że to duży komfort móc sobie pozwolić na “leniwe, wolne i radosne życie”. Orest, chyba powinieneś się podzielić z innymi informacją jak to się robi 🙂 ”

    To proste: wyrzuca się wszystko ze swojego życia po czym z tego wszystkiego wybiera się tylko to co naprawdę istotne, to chce faktycznie chcemy robić, co jest niezbędne. Dzięki temu jest tego bardzo niewiele, na wszystko jest czas i z chęcią go tym sprawom poświęcamy 🙂

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Trackback this post  |  Subscribe to the comments via RSS Feed


Archiwum

Tańcząc z Życiem - blog Ryszarda Skarbka w katalogu Gwiazdor
Katalog stron na MCportal.pl
Rozwój Osobisty

Blog Stats

  • 674,446 hits

%d blogerów lubi to: