Zmagania ze sobą

15 marca 2009 at 14:00 4 komentarze

 ballroom-dance-2

Szykuje się pierwszy turniej tańca, w którym mam wziąć udział. Pierwszy od … dwudziestu kilku lat.

Dawno, dawno temu, w szkole średniej i na studiach zajmowałem się tańcem towarzyskim. Potem się ożeniłem, przyszły na świat dzieci. Trzeba było zająć się sprawami „poważnymi”. Zadbać o swoje miejsce na ziemi, rodzinę, przyszłość. Dwa lata temu wróciłem do dawnej pasji. Niby przez przypadek, ale sądzę, że w życiu nie ma przypadków. Spotkałem dawno nie widzianą koleżankę ze studiów. Okazało się, że prowadzi klub tańca towrzyskiego i że akurat jest wolne miejsce dla partnera po trzydziestce. Tak się (ponownie) zaczęło.

Od kilku tygodni bardzo intensywnie trenuję. I zmagam się ze sobą.
Żeby wziąć udział w turnieju (w mojej kategorii wiekowej), trzeba zrobić układy do ośmiu tańców. Cztery standardowe (walc angielski, tango, walc wiedeński, quickstep) i cztery latynoamerykańskie (samba, cha-cha, rumba, jive). Trzeba wypracować kondycję, żeby wytrzymać 4 tańce pod rząd w każdym stylu. Nie śmiejcie się. To wcale nie jest takie proste. Przynajmniej dla faceta po czterdziestce 🙂

Każdy taniec to inny klimat. Inny charakter. Inny rodzaj ruchu. Tu noga ma być prosta, a tu ugięta. Ale co tam noga. Trzeba skoordynować ze sobą: stopy, kolana, biodra, przeponę, łopatki, ramiona, łokcie, dłonie, głowę. Liczy się nawet ułożenie palców w dłoni. A do tego trzeba jeszcze wciągać brzuch, ściągać pośladki, trzymać się prosto i prowadzić! Nie wspominając o tym, że wypadałoby tańczyć do muzyki 🙂

Zmaganie się ze swoim ciałem jest ciekawym doświadczeniem. Czasami jestem bezradny. Pomimo tego, że wiem, że rozumiem jak należy daną figurę poprawnie zatańczyć – ciało nie chce słuchać. A nawet jeśli posłucha noga, to okazuje się, że biodro wyskoczyło tam, gdzie nie trzeba. Orka na ugorze. Spróbujcie obracać wyprostowanymi ramionami, tak żeby jedno kręciło się do przodu, a drugie do tyłu, a potem płynnie zmienić kierunek obydwu ramion tak, żeby znów kręciły się w przeciwnych kierunkach. Udało się?

Do tego jeszcze wokół trenują młodzi ludzie, którzy tańczą dużo lepiej. To z jednej strony deprymuje, z drugiej stanowi cel, do którego się dąży.

Ten mój taniec, to takie życie w pigułce. Nieraz przychodzi mi do głowy pytanie: chłopie, skończyłeś 40 lat. Na co ty się porywasz? Ilu facetów w twoim wieku tańczy? Po co ci to? Nie lepiej byłoby poświęcić ten czas na jakieś „spokojne przyjemności”. Albo np. na robienie pieniędzy?!

Wielokrotnie przeżywam frustrację. Bo nie wychodzi. Bo wydawało się, że w poniedziałek już coś załapałem, a w środę znowu nie działa. Zmaganie się ze swoim ciałem jest niesamowitą przygodą. I choć mówimy tu o ciele, to najważniejszy bój odgrywa się w głowie.

Wciąż z trudem staję na parkiecie w towarzystwie innych, młodszych i lepszych tancerzy. Ich obecność usztywnia. Łapię się wtedy na myśli, że przecież to nie powinno mieć znaczenia, że tam są i co sobie o mnie pomyślą. No właśnie. Niby nie powinno. A jednak. Coraz częściej jednak zaczynam się czuć zupełnie swobodnie. Zanurzam się w tym tańcu i skupiam w 100% na tym, co robię. Obecność innych osób naprawdę przestaje mieć znaczenie. Po prostu robię swoje.

Ponoć we wszystkich sztukach talent, to tylko niewielki procent sukcesu. To, co odróżnia mistrzów od pozostałych, to praca, praca, praca. Wiara i determinacja.

I na tym polega też sekret w tańcu. Nie wolno poddawać się zbyt szybko. I trzeba dawać z siebie wszystko za każdym razem. Bo tylko wtedy można poznać swoje prawdziwe możliwości. Okazuje się bowiem, że za każdym kolejnym razem to „wszystko” jest większe od poprzedniego. Jeżeli ograniczymy siebie sami, nie dowiemy się na ile naprawdę nas stać. Bój odbywa się w głowie. Czasami trzeba się zmusić. Wizualizacja i pozytywne myślenie nic nie da. Po prostu trzeba zasuwać.

Powraca również pytanie: po co to robię? Przecież zajmowanie się tańcem towarzyskim przez faceta w tym wieku, wydaje się czymś… dziwnym, bezużytecznym.

Ale to moja ścieżka. Wygląda na to, że dostałem taki dar i moim powołaniem jest skorzystać z niego najlepiej, jak się da. Spełnić się w tym. Wbrew innym lub bez względu na to, co pomyślą inni (choć jak widać nie jestem wolny od wątpliwości „co pomyślą inni”).  W tańcu odpływam. Zapominam się. Czasami bawię się nim, wbrew obowiązującym regułom (nie tylko więc sama praca, ale mnóstwo radości również). Taniec to ja. Tam żyję całym sobą.

 

Zobacz także:

Czy można tańczyć w łóżku, można medytować w tańcu

Jaką różnicę stanowisz dla świata

Andrea Bocelli – dare to live

Maurice Ravel – inżynier czy kompozytor

Taniec w słusznej sprawie

 

Advertisements

Entry filed under: emocje, miłość, rozwój osobisty, sukces. Tags: , , , , , , , , .

Szczęśliwa bez powodu Korzystanie z wyszukiwarek zmienia nasze mózgi

4 komentarze Add your own

  • 1. Orest Tabaka  |  16 marca 2009 o 11:50

    Powodzenia Ryśku. Jak piszesz, że to ciężka praca, sporo uwagi i wysiłku, to jestem pewien, że już sam udział w turnieju będzie nagrodą 🙂

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

    Odpowiedz
  • 2. LUCYNA  |  23 marca 2009 o 17:36

    Witam znalazłam Pana blog nie dawno i jestem zachwycona. Od około roku „gonie swój ogon” a ciemna strona mocy nie opuszcza mnie jeszcze dłużej. Już zaczełam wierzyć że mam pecha, ale tli się we mnie jakaś iskierka, która nie pozwala mi się poddać. Do tej pory jednak nie mogłam jej rozpalic jednak Pana wpisy stały się jak małe drewienka dla mnie zaco bardzo dziękuje. Poukładałam sobie pare spraw i myśli wiele jeszcze nie uczesanych,ale mam stos drzewa aby dokładac do ognia POZDRAWIAM

    Odpowiedz
  • 3. Ryszard Skarbek  |  29 marca 2009 o 11:47

    Pani Lucyno,

    bardzo dziękuję i bardzo się cieszę. Ja też bylem kiedyś po ciemnej stronie mocy.

    Pozdrawiam Serdecznie

    Rysiek

    Odpowiedz
  • 4. Kasia  |  7 grudnia 2009 o 17:59

    Nie wierzę, że to czytam. Właśnie dziś odrzuciłam taniec, jako coś co powinnam w życiu robić. Nie tańczyłam od lat, chociaż taniec tkwi głęboko we mnie. Jakoś tak potoczyły się moje losy, że przygodę z tańcem zostawiłam gdzieś daleko, w moim dzieciństwie. Dziś mam 32 lata. Niedawno straciłam pracę. Nie płaczę. Robię rachunek. Szukam nowej drogi w życiu. Robię listy „za” i „przeciw” wszystkiemu co mnie fascynuje i na co chciałabym się skierować. I właśnie taniec dziś odrzuciłam. Doszłam do wniosku, że już jednak trochę za późno. A teraz czytam to…Gratuluję i podziwiam. I trzymam kciuki.

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Trackback this post  |  Subscribe to the comments via RSS Feed


Archiwum

Tańcząc z Życiem - blog Ryszarda Skarbka w katalogu Gwiazdor
Katalog stron na MCportal.pl
Rozwój Osobisty

Blog Stats

  • 667,711 hits

%d blogerów lubi to: