Buddyzm i fizyka kwantowa, a wypalenie zawodowe (?!)

4 stycznia 2009 at 14:51 6 komentarzy

Jako przyczynek do naszego cyklu rozważań pt. „Jak być szczęśliwym?” chciałbym dziś napisać o pewnym obszarze naszego życia, który mnie osobiście bardzo fascynuje.

Chodzi o odkrycia z dziedziny fizyki kwantowej i neuronauki oraz o fakt niesamowitej zbieżności konsekwencji wybranych odkryć naukowych z prawami głoszonymi przez różnorodne systemy duchowe. Wygląda na to, że począwszy od końca dwudziestego wieku następuje coraz większe zbliżenie świata nauki i świata duchowości – obszarów, które do tej pory wydawały się nie do pogodzenia.

W tym poście zajmę się jednym z odkryć fizyki kwantowej i jedną z podstawowych zasad buddyzmu. Proszę nie uciekajcie 🙂
Nie będzie ani trudno, ani egzaltowanie. Postaram się to opisać prostymi słowami – tak, jak rozumiem to sam, czyli człowiek bez gruntownego wykształcenia z dziedziny fizyki, ani też bez praktyki w dziedzinie buddyzmu. Sądzę jednak, że końcowe konkluzje mogą być niezwykle inspirujące. A przynajmniej zmuszą do myślenia, a o to przede wszystkim tutaj chodzi.

Zacznijmy od zasady nieoznaczoności Heisenberga. Ten laureat nagrody Nobla z dziedziny fizyki kwantowej udowodnił, że nie można z dowolną dokładnością wyznaczyć jednocześnie położenia i pędu cząstki. Po dokonaniu odkrycia w roku 1927 Heisenberg miał wypowiedzieć następujące słowa:

„Miałem uczucie, że patrzę przez powierzchnię zjawisk atomowych na leżące pod nią podłoże o zadziwiającej wewnętrznej urodzie… „

Prawo to oznacza, że w danym momencie cząstka może być w dowolnym miejscu na tym świecie, co więcej, że może być w dwóch miejscach równocześnie! Oznacza to również, że na pewnym najniższym (dotychczas  odkrytym) poziomie struktury energii, ani przestrzeń (czyli odległość), ani czas nie mają najmniejszego znaczenia. Zdarzenia mogą odbywać się równocześnie i wpływać na siebie błyskawicznie (natychmiastowo) bez względu na odległość i czas.

Konsekwencją odkrycia Hesenberga było również stwierdzenie, że działanie obserwatora danego zdarzenia wpływa na samo zdarzenie. Innmi słowy, w tzw. obiektywnej rzeczywistości istnieje nieograniczona  ilość możliwości, a pojawienie się obserwatora jest powodem zaistnienia jednej z tych możliwości.

Obejrzyjcie proszę poniższy 10-ciominutowy film. Znajdziecie tam wypowiedzi światowych sław z dziedziny fizyki, jak również mistrzów praktych duchowych. Pojawią się też wybrane sceny z filmu Matrix, które być może teraz nabiorą dla Was zupełnie innego znaczenia.

Przejdźmy teraz do jednej z podstawowych zasad buddyzmu. Mówi ona o tzw. pustości rzeczy, bądź też o ich potencjale. Oznacza to, że wszystko, co istnieje na tym świecie nie jest w swojej naturze ani „dobre”, ani „złe”.  Wszystko w istocie jest puste i nosi w sobie potencjał wyniku, który może przybrać. To my nadajemy danemu zdarzeniu odcień „dobra” lub „zła”. Jeżeli dane zdarzenia, dana rzecz lub dany człowiek byłyby złe ze swej natury, to każdy bez wyjątku doświadczałby ich w dokładnie taki sam sposób. A tak nie jest nigdy. Wiem, że to kategoryczne stwierdzenia i że prawdopodobnie w pierwszym odruchu trudno jest wewnętrznie pogodzić się z nimi.

Ale przyjrzyjmy się temu bliżej na przykładzie … np. naszego szefa idioty 🙂

Nie mamy najmniejszych wątpliwości, że kiedy szef po raz kolejny zmienia decyzję lub wydziera się na nas – po pierwsze po raz kolejny potwierdza, że jest skonczonym idiotą :-), a po drugie, i dla tego przykładu najważniesze, w naszych oczach niewątpliwe to w jego zachowaniu, to  w nim tkwi całe zło sytuacji. Czy aby na pewno? 

W oczach jego przełożonego to samo zdarzenie może być odebrane jak najbardziej pozytywnie. Jako troszczenie się o dobry wynik firmy. Wiem, ktoś powie od razu, że to przecież panowie z tej samej (złej) bajki. Ale jeszcze raz proszę, żeby nie dać się zwieśc pokusie pójścia od razu za swoimi przekonaniami, ale z otwartym (pustym) umysłem popatrzeć na ten szalony przykład, którego celem jest pokazanie, że różne osoby odbiorą to samo zdarzenie w różny sposób. O to przede wszystkim tu chodzi.

Żeby może jeszcze inaczej uwypuklić ten przykład pomyślmy o żonie szefa, która jego działania będzie odbierała jako dążenie do zasłużenia na kolejną wysoką premię, a więc działania mające na celu zapewnienie rodzinie finansowego komfortu. Co więcej, ktoś kto nas nie lubi, sytuację w której szef zżyma się na nas, odbierze również, jako zdarzenie pozytywne! 🙂
Pomyślmy nad tym. Dlaczego nasza „prawda” miałaby być słuszniejsza od „prawdy” kogoś, kto nas nie lubi. I vice versa.

Tak na marginesie jedna ciekawostka, o której niedawno przeczytałem: jeżeli wejdziemy do pokoju w którym siedzi 10 osób, to z reguły 3 spośród nich będziemy darzyć sympatią, 3 inne będziemy odbierać negatywnie, 4 będą dla nas neutralne. Ta zasada działa ponoć nawet wtedy, kiedy w kolejnym pokoju zebralibyśmy 10 osób wybranych spośród wszystkich tych, które „w poprzednich” pokojach darzyliśmy sympatią. Prawda czy fałsz? Nie wiem. Spróbuję potwierdzić to w swojej praktyce.

Wracając do naszego przykładu – mam nadzieję, że udało mi się pokazać, że jedno i to samo zdarzenie powoduje zupełnie inny odbiór u różnych osób. W ciekawy sposób przedstawia to również Michael Roach w swojej książce pt.  „Diamentowe Ostrze”. Opowiada w niej, jak w oparciu o podstawowe prawa buddyzmu udało mu się stworzyć firmę Andin International o 100 milionowych obrotach.

I sądzę, że widać również związek z fizyczną zasadą nieoznaczoności Heisenberga. To obserwator stwarza swoją rzeczywistość. To nasze wyobrażenia decydują o tym, jak postrzegamy świat.

Zanim więc po świątecznej przerwie wybierzemy się z powrotem do pracy, zanim zaczniemy w niedzielne popołudnie myśleć, że „już jutro poniedziałek”, zanim podejmiemy decyzję o zmianie pracy, zanim zaczniemy obwiniać krwiożercze korporacje za nasze wypalenie zawodowe – najpierw zastanówmy się z jakim nastawieniem idziemy do pracy, jakie wyobrażenia nam towarzyszą, co dajemy sobie szansę zobaczyć, a co zupełnie eliminujemy ze swojego pola widzenia.

Niektórzy twierdzą wręcz, że nasze wewnętrzne wyobrażenia (np. w buddyzmie zwane tzw.  odciskami wrażeń umysłowych) będące efektem naszego postępowania w przeszłości są nie tylko powodem naszych filtrów nakładanych na postrzeganie świata zewnętrznego, ale wręcz są powodem kreowania poszczególnych zdarzeń w naszej przyszłości. Ale o tym być może w następnym odcinku.

 

Zobacz także:

Co wspólnego z rozwojem osobistym ma teoria Einsteina?

Co wspólnego z psychologią sukcesu ma fizyka kwantowa?

Jestem zajęty, więc jestem

Niedzielna depresja – odc. 2

Pieniądze – a ile TY jesteś wart(a)?

Zatyrani, czy zakochani w pracy

Pośpiech, awans, inteligencja, wypalenie, frustracja

Samo życie

Reklamy

Entry filed under: odkrycia naukowe, praca, rozwój duchowy. Tags: , , , , , , , , , , , , .

Mistrz i puszczanie latawca Zaproszenie do współpracy

6 komentarzy Add your own

  • 1. Olga  |  24 kwietnia 2009 o 23:56

    ależ oczywiście!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!widze że rzeczywiście zdarzenia zachodzą jednocześnie skoro wiele osob wpada w przybliżonym czasie na te same pomysły.
    Ciekawe kiedy zostanie przekroczona masa krytyczna ………?
    ja typuje 2012 rok , tak jak widzieli to Majowie i nie tylko zreszta………
    lol

    Odpowiedz
  • 2. popo  |  25 lipca 2009 o 08:03

    Ludzie z tego filmu to amatorzy, wyśmiewani w świecie fizyki. Oficjalną interpretacją fizyki kwantowej jest obecnie interpretacja kopenhaska. Nie ma ona nic wspólnego z żadnymi wierzeniami religijnymi.

    Odpowiedz
    • 3. Wojciech P. P. Zieliński  |  27 września 2009 o 23:37

      Każdy interpretuje pozyskiwane informacje na swój własny sposób. I choć nie mogę się zgodzić na łączenie fizyki kwantowej z religią, nie odmówię innym prawa do robienia tego.

      Odpowiedz
    • 4. lulu  |  22 grudnia 2009 o 05:20

      sam Einstein krytykował ustalenia interpretacji kopenhaskiej, więc nie wiem czy w tym wypadku „oficjalne” może pretendować do miana „jedyne”

      Odpowiedz
  • 5. emilia  |  30 sierpnia 2009 o 04:45

    popo: znasz może nazwiska osób wypowiadających się w zamieszczonym filmie?

    Odpowiedz
  • 6. kuna  |  8 stycznia 2010 o 21:49

    Buddyzm to nie religia, filozofią też nie jest … ale dla pewnych osób może nią być, dla pewnych grup Budda może być również bogiem a wiemy, że był zwykłym człowiekiem, Buddyzm to metody rozpoznania umysłu, umysł nie jest mózgiem i nie jest rzeczą, oświecony umysł zdaje sobie sprawę, że „życie jest jedynie filmem, snem lub projekcją właśnie umysłu ….. czyli tzw. świat tworzy się w naszym umyśle i pstrzegamy go na własny sposób, potwierdza to wszystko fizyka kwantowa ale to prawda, którą znanu już przed naszą erą, więc ….. nie wiedział, że ma na du…. przedział ????

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Trackback this post  |  Subscribe to the comments via RSS Feed


Archiwum

Tańcząc z Życiem - blog Ryszarda Skarbka w katalogu Gwiazdor
Katalog stron na MCportal.pl
Rozwój Osobisty

Blog Stats

  • 674,446 hits

%d blogerów lubi to: