Autorytet, czyli przewrotny związek wywiadówki, marynarki i lunchu z szefem

30 września 2008 at 21:16 Dodaj komentarz

Każdy początek roku szkolnego, to czas pierwszych wywiadówek. Każdy rodzic (no może prawie każdy) przygotowuje wkład finansowy, który trzeba wnieść do naszego bezpłatnego systemu oświaty.

Jak też wybrałem się we wrześniu na pierwszą wywiadówkę mojego starszego syna. Spóźniłem się trochę i usiadłem w pierwszej ławce. Po omówieniu nowości w regulaminie szkoły rozpoczęła się najbardziej ekscytująca (oprócz zbiórki pieniędzy) część wywiadówki, czyli … wybór trójki klasowej. Zgaduję, że dla każdego nauczyciela jest to najtrudniejszy moment na początku roku. Bo trójkę klasową wybrać TRZEBA – nieważne jak. A ponieważ wychowawczyni mojego syna jest doświadczonym fachowcem (i prawdopodobnie dobrym psychologiem) zastosowała bardzo ciekawy manewr. Stwierdziła bowiem, że „pan w marynarce” (czyli ja!) robi bardzo dobre wrażenie, na pewno więc poradzi sobie z przeprowadzeniem wyborów, po czym oznajmiła, że nie chce nam przeszkadzać w tych DEMOKRATYCZNYCH wyborach i wyszła z klasy, prosząc równocześnie o informację, w momencie kiedy zakończymy prace.

Rozejrzałem się po klasie i okazało się, że byłem tam jedynym facetem w marynarce. Cóż, miałem dosłownie chwilę, żeby się oswoić z sytuacją. Trzeba było działać. Przedłużająca się cisza byłaby nieznośna. Nie będę opowiadał całego ciekawego procesu, który się potem dokonał. Powiem tylko tyle, że udało nam się tę trójkę wybrać, a ja zostałem jej przewodniczącym, który obiecał, że w związku z tym na każde następne spotkanie będzie przychodził w tej właśnie marynarce, której tak bardzo zawdzięcza to wyróżnienie.

To, co było dla mnie najciekawsze w tej historii, to reakcje ludzi zebranych na sali. Po pierwsze, w momencie, kiedy tylko nauczycielka zaczęła mówić o potrzebie wyboru trójki, jeden z rodziców musiał od razu koniecznie wyjść na papierosa. Potem, kiedy wrócił, w czasie, kiedy „wybory” już trwały, miał najwięcej do powiedzenia, a właściwie najwięcej do skrytykowania. Po drugie, kiedy zaczynaliśmy nasz mozolny proces dochodzenia do porozumienia, zebrani na sali najczęściej mówili o tych, których tam nie było, czyli rodzicach, którzy na wywiadówkę nie przyszli. „To karygodne, żeby tak mało osób przyszło na pierwszą wywiadówkę”. Strach, niepewność, uciekanie od odpowiedzialności, wygoda, a może po prostu brak chęci angażowania się w coś, w co się nie wierzy? Z drugiej jednak strony, to szkoła i klasa naszych własnych dzieci. Czy można więc tak zupełnie się od niej separować?

Kiedy po pewnym czasie zastanowiłem się na tą całą sytuacją dotarł do mnie fenomen wpływu autorytetu, którego byłem i świadkiem i w pewnym sensie „ofiarą”. W tym przypadku był to autorytet zawodu nauczyciela. Nikomu nawet nie przyszło do głowy, żeby zakwestionować pomysł wybrania „pana w marynarce” (tak przy okazji: marynarka, a dokładnie garnitur, ktory jest często moim ubraniem roboczym, też odegrał tu swoją cichą rolę). Nie bez wpływu było również otoczenie i fizyczny układ sytuacji. My w szkolnych ławkach. Nauczycielka na przodzie, w wyróżnionym, tylko dla niej zarezerowanym miejscu. Typowa relacja „ex katedra”.  Dla porządku trzeba też dodać, że dla wielu osób taki obrót sprawy był  po prostu wygodny, bo mogli mieć temat wyborów i całej wywiadówki jak najszybciej „z  głowy”.

A gdzie związek z lunch’em w towarzystwie szefa?

Często w pracy obserwuję taką sytuację, kiedy w trakcie lunch’u z szefem, lub z wyższym_szefem, ludzie, którzy jeszcze przed chwilą byli swobodni i weseli nagle sztywnieją i milkną. Nie wiedzą, co powiedzieć. O jakich to górnolotnych sprawach rozmawiać z szefem? Jaki temat poruszyć, żeby dobrze wypaść lub nie wypaść żle? Autorytet działa. Ale w tym wypadku żle pojęty autorytet.

Szef, a nawet nie_wiem_jak_wysoki_szef, to taki sam człowiek, jak każdy inny. Co więcej, jeżeli jest to człowiek pukładany, to w czasie lunch’u (który jest przerwą od pracy, oderwaniem się od problemów) chętnie porozmawia o „duperelach”, o sprawach nie związanych z firmą. Jako inteligentny człowiek błyskawiecznie też dostrzeże tych, którzy są naturalni i tych, którzy specjalnie dobierają tematy rozmowy. Bo będzie wiedział, że jeśli ci naturalnie się zachowujący nie ściemniają na lunchu, to nie ściemniają też w innych sytuacjach w pracy. I odwrotnie (lub raczej tak samo :-). w stosunku do tych drugich.

Zachęcam więc wszystkich podwładnych do nie ulegania „światłości ołtarzy” w pracy i do bycia sobą. Inteligenty szef to dostrzeże i doceni. Jeżeli nie jest inteligenty lub prowadzi grę, to i tak nie warto dostosowywać się do jego zasad, bo wykorzysta je na swoją korzyść.
I na koniec jeszcze jedna dygresja – na temat przywództwa. Taka sytuacja w trakcie lunch’u jest dla mnie zawsze małym sprawdzianem tego, na ile ktoś jest (lub ma szansę być) liderem, a na ile zawsze będzie „tylko” menedżerem. Jeżeli więc drogi czytelniku masz podwładnych i w trakcie lunch’u z Tobą mają oni problem z tym, żeby zachowywać się naturalnie lub tylko i wyłącznie słuchają tego, co Ty mówisz – daleka jeszcze droga do bycia liderem.

 

Zobacz także:

Typologia lizusów w firmach

Krótki podręcznik przywództwa – odc. 1

Jakie są cechy prawdziwego lidera?

Jakie są zadania „przywódcy”?

Jak zbudować swój autorytet w zespole?

Jak sobie radzić z “trudnym” szefem – odc. 1

 

Reklamy

Entry filed under: praca, przywództwo, psychologia. Tags: , , , , , , , .

Nieustanny niepokój myśli Komunikacja w małżeństwie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Subscribe to the comments via RSS Feed


Archiwum

Tańcząc z Życiem - blog Ryszarda Skarbka w katalogu Gwiazdor
Katalog stron na MCportal.pl
Rozwój Osobisty

Blog Stats

  • 685,430 hits

%d blogerów lubi to: