Czy można tańczyć w łóżku, czy można medytować w tańcu?

14 września 2008 at 10:12 Dodaj komentarz

Kupiłem wczoraj najnowszą płytę zespołu Coldplay zatytułowaną „Viva La Vida”. Kładąc się spać założyłem słuchawki na uszy i zacząłem słuchać. Już pierwszy numer, który jest właściwie instrumentalnym wstępem do płyty (a jednocześnie zakończeniem, bo jego druga część zamyka cały album) sprawił, że „otworzyłem szerzej uszy”. Coraz bardziej zagłębiałem się w tę muzykę. Coraz dokładniej słyszałem poszczególne instrumenty pojawiające się jakby osobno w stereofonicznej przestrzeni, a jednocześnie tworzące kompletną harmonijną całość.

Przy utworze nr 5 zaczął się odlot. Zacząłem tańczyć. Tak, leżąc w łóżku, zacząłem tańczyć. Każdy, kto popatrzyłby na to z boku, uśmiałby się pewnie po pachy. Bo wyobrażam sobie, że zabawnie musi wygladać duży facet, który leży w lóżku i „potrząsa sobą” na wszystkie strony 🙂
Ale w tamtym momencie to nie miało najmniejszego znaczenia. Ważne było to, co działo się w słuchawkach i we mnie. Muzyka, to przestrzeń, a bycie w niej, to bycie w przestrzeni. Nabieranie zupełnie innego wymiaru. Wychodzenie z siebie i rozpływanie się, bez ograniczeń. A kiedy w 5 numerze pojawiał się niski dzwięk gitary, kontrastującej z instrumentami klawiszowymi tła … cóż, nie umiem tego opisać. To są wrażenia, które można doświadczyć, ale próba ujęcia ich w słowa jest skazana na porażkę.

Dlaczego o tym piszę?

Po pierwsze dlatego, że to niesamowite ile szczęścia można kupić za jedyne kilkadziesiąt złotych.
Po drugie, dlatego, że to były wyjątkowe chwile. Takie, dla których warto żyć. I takie, które warto chwytać za wszelką cenę. Bez względu na to, czy ktoś stojący obok będzie się śmiał, czy też złośliwie komentował nasze zachowanie. To tak naprawdę nie ma żadnego znaczenia, bo to, co dzieje się w nas jest bezcenne. 

O takich przeżyciach, doświadczeniach tak zwanego przepływu, pisze m.in. Mihaly Csikszentmihalyi w swojej książce pt. „Przepływ. Psychologia optymalnego doświadczenia”. To momenty, kiedy ma się poczucie łączności ze światem, jakby wzajemnego przenikania się.

Sądzę, że każdy z nas ma swoje własne drzwi przez które może wejść do przestrzeni i odlecieć tak, jakby nie było grawitacji. Mnie się to czasem zdarza w tańcu. W ramach zajęć w klubie „tłuczemy” układy do poszczegolnych tańców i szlifujemy technikę. Technika jest ważna, bo pozwala zrozumieć charakter ruchu i poruszać się z minimalnym wydatkiem energii. A w związku z tym poruszać się jeszcze szybciej i płynniej, dzięki czemu można wykonywać coraz bardziej skomplikowane figury. Ale dla mnie (i w moim wieku) nie to jest najważniejsze. Najważniejszy jest „fun”. Właśnie te chwile, kiedy tańcząc przygotowany wcześniej układ, ni stąd, ni zowąd zmieniam kroki i idę za jakimś wewnętrznym głosem. Wtedy odlatuję. A potem ściąga mnie na ziemię słuszna, otrzeźwiająca uwaga partnerki 🙂

Na zakończenie odpowiem więc na zadane w tytule tego artykułu pytanie:

Czy można tańczyć w łóżku, czy można medytować w tańcu? 

Moja odpowiedź brzmi: TAK, zdecydowanie TAK. Przede wszystkim dlatego, że jestem żywym dowodem na to, że to się zdarza, czyli można 🙂

Ale chodzi mi tutaj o głębszą refleksję nt. medytacji i nt. naszej własnej drogi do siebie, i do szczęścia. Można wiele przeczytać na temat medytacji. Wydaje się ona czymś mistycznym, czymś co wiąże się z trudnymi pojęciami, takimi jak: medytacja transcendentalna, medytacja wglądu, medytacja 5-tej czakry itd. Wow! Myślimy: „DUUUŻA rzecz. Ale raczej (jeszcze?) nie dla mnie”.

A ja sądzę, że każdy z nas ma swoją własną formę medytacji. W moim przypadku jest to muzyka, taniec, często chwile, kiedy  piszę jakiś tekst. Ale dla każdego z nas to równie dobrze może być malarstwo, poezja, joga, architektura, seks, zarządzanie, sport, modelarstwo, cokolwiek. Wszystko to, w czym naprawdę wyrażamy siebie i mamy ze sobą bezpośredni, pozaprzestrzenny i ponadczasowy kontakt.

I w ostatnim zdaniu jeszcze jedna refleksja. Sądzę, że ważne jest, jak zaczynamy nasz dzień. Zwłaszcza od poniedziałku do piątku. Zanim go zaczniemy warto świadomie poświęcić choć 10-15 min na bycie z sobą „w przestrzeni”, która jest nasza. Warto nawet obudzić się te 15 min wcześniej, żeby wygospodarować ten bezcenny czas.

 

 

 Zobacz także:

Zdjęcia z Turnieju Tańca – Standard

Zdjęcia z Turnieju Tańca – Łacina

Jak być szczęśliwym – odc. 4  

Zmagania ze sobą

O Tańcu

Niedzielna depresja

Video Inspiracje – odpoczynek po ciężkim dniu

Jaką różnicę stanowisz dla świata

Andrea Bocelli – dare to live

Samo życie 

Reklamy

Entry filed under: emocje, rozwój duchowy, rozwój osobisty. Tags: , , , , , , , , , .

Dzieci wiedzą lepiej – co to są wakacje? Delegować, czy harować?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Subscribe to the comments via RSS Feed


Archiwum

Tańcząc z Życiem - blog Ryszarda Skarbka w katalogu Gwiazdor
Katalog stron na MCportal.pl
Rozwój Osobisty

Blog Stats

  • 674,446 hits

%d blogerów lubi to: