Niedzielna Depresja

27 lipca 2008 at 10:48 2 komentarze

To będzie nietypowy wpis, ale z ukrytym przesłaniem…

Kiedy piszę te słowa jest niedzielny poranek. W Krakowie jest dziś ładna pogoda. Świeci słońce, zapowiada się piękny dzień.

Lubię poranki. Właśnie wtedy lubię pisać. Ale dziś jakoś „widzę ciemność”. Tematów nie brakuje, wiele czeka w kolejce, wiele jest już przygotowanych w formie „draftow”, ale dziś po prostu, najnormalniej w świecie „mi się nie chce”. Nie wiem więc, czy skończę ten post zanim słońce stanie w zenicie, czy też może dopiero wieczorem. A może w ogóle?

Ale to właśnie jesteśmy my ludzie – czasami bez ładu i składu, czasami w złym humorze, czasami bez pomysłu na dany dzień. Tak, jak ja nie mam jeszcze pomysłu na tytuł tego artykułu. Staram się więc zaakceptować ten stan braku jasności i nie stwarzać niepotrzebnego napięcia poprzez walczenie z nim i mobilizowanie się za wszelką cenę do napisania ciekawego tekstu.

 

Jest, bowiem we mnie, gdzieś tam głębiej, zaufanie, że to się za chwilę (godzinę, dzień?) urodzi… I w momencie, kiedy piszę te słowa, pojawia się uśmiech – i na twarzy i w środku. Dobre uczucie pewnej swobody i lekkości. A więc już zaczyna się dziać coś ciekawego J

 

I tak oto świta mi w głowie temat Niedzielnej Depresji (wow! – mamy tytuł!). Ktoś mógłby powiedzieć: aleś sobie facet wybrał temat. Są wakacje, ludzie wyjeżdżają na urlopy – pisz o czymś pozytywnym. Nie wiem jednak, czy wiecie, że szczyt odwiedzin w gabinetach psychoterapeutycznych przypada na wrzesień i październik. W takiej oto formie wracamy z wakacji…

 

Czym jest Niedzielna Depresja? Umówmy się, że na potrzeby tego wpisu będziemy ją rozumieć jako stan obniżonego nastroju i niskiego poziomu energii regularnie pojawiający się w niedzielę, czyli … tuż przed poniedziałkową pracą J

 

Jeżeli zdecydowałe(a)ś się zajrzeć do tego posta i dotrwałeś do tego miejsca – prawdopodobnie dopada Cię taka chandra. Spróbujmy zatem poszukać odpowiedzi na pytanie: jak sobie z nią radzić?

 

Postaram się na nie odpowiedzieć na 2 poziomach:

1. Technicznym (beznamiętne słowo) – który będzie próbą podpowiedzi „jak przetrwać” te chwile, bez szukania odpowiedzi na pytanie: skąd się ten stan bierze, co jest jego przyczyną.

2. Głębszym – szukającym źródła tego niedzielnego samopoczucia.

 

Technika Przetrwania

Już samo słowo „przetrwania” świadczy o tym, że jest to rozwiązanie doraźne i służy jedynie danej chwili, ale nigdy nie pomoże w rozwiązaniu problemu raz na zawsze. Zdaję sobie jednak sprawę, że często potrzebujemy czasu, żeby zebrać siły i zmierzyć się z tematem całościowo – spojrzeć bestii w oczy. „A żyć trzeba”. Jak więc żyć w niedzielę?

Bądź mądry w imprezowaniu z soboty na niedzielę – jeżeli super impreza w sobotnią noc jest jedynym pomysłem na nadanie weekend’owi sensu, to chcę zwrócić uwagę na następującą pułapkę:

jeżeli balujesz w sobotnią noc, a potem odsypiasz to (lub wręcz odchorowujesz) przez większość niedzieli – sam(a) strzelasz sobie w buty. Sam(a) sprawiasz, że niedziela nie żyje swoim życiem, ale cierpi z powodu tego, co było, albo tego, co będzie. I jeszcze jedno: to nie niedziela cierpi, to TY.

To trochę tak, jak z syndromem 1 stycznia. Większość ludzi po sylwestrowej nocy jest nieprzytomna i snuje się, jak cień. Czy warto?

Szukaj równowagi pomiędzy życiowymi obowiązkami i czasem dla siebie – jeżeli masz rodzinę-dzieci-rodziców, którymi musisz się zajmować – nie pozwól, żeby to był jedyny temat przewodni Twoich niedziel. Ustal w niedzielę „okienko”, które poświęcisz tylko i wyłącznie sobie i swoim pasjom (masz takie?)

Ruszaj się fizycznie – jest faktem naukowym, że wysiłek fizyczny powoduje w mózgu uwalnianie endorfin – hormonów szczęścia. Wybierz się więc na rower, na basen, na rolki – nawet na intensywny spacer. Siłownię w okresie letnim polecam średnio – chyba, że idziesz w towarzystwie przyjaciół. Ćwicząc na siłowni, w statycznej pozycji, w ograniczonym pomieszczeniu zostaniesz ze swoimi myślami. Trudniej będzie się od nich uwolnić i skupić uwagę na czymś innym.

Idź do ludzi – bez względu na to, ile dobrych powodów na zostanie w domu podpowiada Ci Twój umysł – idź do ludzi. Ale nie umawiaj się z „towarzyszem broni” – czyli osobą, z którą wspólnie ponarzekacie sobie na ‘robotę” i na życie w ogóle. Wrócisz do domu jeszcze bardziej sfrustrowany(a). Szukaj „skoczka kwantowego” (wytłumaczenie tego pojęcia znajdziesz w TUTAJ).

Zaplanuj ten dzień wcześniej – nadaj niedzieli swój sens z wyprzedzeniem. Nie zdawaj się na ostatnią chwilę, nie zdawaj się na innych. To taki sam dzień, jak każdy inny. Problem nie polega na tym, że to jest dzień przed poniedziałkiem. Problem polega na tym, że w ten dzień wszystko może zależeć od Ciebie. Poniedziałek to praca, do której MUSISZ iść. Przymus to świetna wymówka. Można tę cholerną pracę obarczyć odpowiedzialnością za wszystkie nieszczęścia tego świata. Również za Twoje złe samopoczucie w niedzielę. Ale kto się źle czuje w niedzielę? Ty, czy praca?

 

No i proszę. Pamiętasz jeszcze jak wyglądał początek tego postu? Nie było pomysłu na temat, nawet na tytuł. A tutaj tak się rozpędziłem, że drugą część odpowiedzi na pytanie „Jak radzić sobie z Niedzielną Depresją?” przeniosę do następnego postu 🙂

A najważniejsze ukryte przesłanie tego tekstu dotyczy umiejętności zaakceptowania swoich ciemniejszych stron i nie walczenia z nimi za wszelką cenę.

 

Do usłyszenia!

 

Zobacz także:

Niedzielna depresja – odc. 2

Bezsenne noce z niedzieli na poniedziałek

Kiedy praca staje się obsesją

Czy jestesmy właścicielami swojego czasu?

 

 

 

 

Advertisements

Entry filed under: praca, rozwój osobisty. Tags: , , , , , , , .

Prawdziwy sekret bogactwa – odc. 4 Bajki Iwana Kryłowa

2 komentarze Add your own

  • 1. alfa  |  30 sierpnia 2008 o 21:58

    Podoba mi się Twój styl. Lekkim „piórem” piszesz o poważnych sprawach. Przyjemnie się czyta.

    A propos „kwantowych skoczków” czyli tzw. ludzi sukcesu (?).
    Tak się zastanawiam teraz …. trochę czytałam o „chcesz być bogaty, bądź wśród bogatych”, „chcesz być szczęśliwy, bądź wśród szczęśliwych”, „chcesz się nauczyć, bądź wśród mądrych” etc., ale przecież Ci bogaci, szczęśliwi, mądrzy też chcą przebywać wśród podobnych sobie i sądzę, że niekoniecznie uśmiecha im się towarzystwo osób, które nie są podobne do nich, „odstają” czyt. nie są bogaci, szczęśliwi itd.
    Jakie ma szanse np. biedny smutas, który ma już dość własnego smutku i rozpaczy i chciałby w końcu poczuć czym jest dobra zabawa w gronie pogodnych ludzi, kiedy wszem wobec krzyczą hasła „Unikaj pesymistów jak ognia!”.
    Tak mi się jakoś skojarzyło 🙂
    Pozdrawiam.

    Odpowiedz
  • 2. Ryszard Skarbek  |  6 września 2008 o 15:53

    Alfa,

    ciekawa refleksja. Statystycznie rzecz biorąc smutas ma rzeczywiście małe sznase :-). Ale takie spojrzenie może tez być kolejną wymówką, żeby nie podejmować trudu zmiany. Bo zmiana i tak musi nastąpić przede wszystkim w smutasie 🙂

    Mnie z kolei przyszła do głowy taka myśl: często myślimy o innej osobie, że jest wesoła lub szczęśliwa, ale ona o sobie wcale tak nie myśli. A więc po prostu trzeba próbować. Nie mamy nic do stracenia.
    Znam kilka osób, które chętnie dzielą się z innymi swoją radością i potrafią pomóc, jeżeli uznają, że warto.

    Pozdrawiam

    Rysiek

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Trackback this post  |  Subscribe to the comments via RSS Feed


Archiwum

Tańcząc z Życiem - blog Ryszarda Skarbka w katalogu Gwiazdor
Katalog stron na MCportal.pl
Rozwój Osobisty

Blog Stats

  • 668,041 hits

%d blogerów lubi to: