Jan Sztaudynger – tylko dzięki bladze z prawdą sobie radzę

23 lipca 2008 at 10:18 Dodaj komentarz

Do fraszek
Fraszki, dodajcie mym lirykom smaku,
Przykryjcie, jeślim nie ustrzegł się braku,
Bądzcie mi lekkie jak na piwie piana,
Chętnie przez tęgich piwoszów spijana,
A jeśli pianą kogoś uszczęśliwię,
Niech smaku dojdzie też i w samym piwie.

 

Jan Izydor Sztaudynger urodził się 28 kwietnia 1904 w Krakowie i tam mieszkał. W jego żyłach płynęła krew polska, niemiecka, francuska i przez całe swoje życie był niezwykle ciekawą osobistością. Już jako 9 letni chłopiec napisał wierszem wypracowanie o wakacjach co zadziwiło jego kolegów i nauczyciela. Był mężem Zofii Jankowskiej i ojcem Anny Sztaudynger – Kaliszewicz, doktor socjologii oraz propagatorki jego twórczości, autorki wspomnień o ojcu „Życie nie jest fraszką: opowieść o pasjach, przyjaźniach i przesądach Jana Sztaudyngera” (1994) i ekonomisty Jana Jacka Sztaudyngera, profesora nadzwyczajnego Katedry Ekonometrii na Wydziale Ekonomiczno-Socjologicznym Uniwersytetu Łódzkiego.

Po wybuchu pierwszej wojny światowej ewakuował się wraz z rodzicami do Brna na Morawach, gdzie kontynuował naukę na Prywatnych Polskich Kursach Gimnazjalnych. W roku 1915 Sztaudyngerowie wrócili do Krakowa, gdzie Jan podjął naukę w Gimnazjum im. Króla Jana Sobieskiego. Jego nauczycielami byli Zenon Klemensiewicz, późniejszy wybitny językoznawca czy Leon Chwistek, znakomity matematyk i logik. W latach gimnazjalnych Jan Sztaudynger zaprzyjaźnił się z Wojciechem Natansonem, z którym znalazł wspólną pasję – czytanie książek. Ze wspomnień Natansona wynika, że już wtedy Jan Izydor miał skonkretyzowaną drogę życiową: 

„Gdy przed maturą niejeden wahał się, kim będzie, Sztaudynger nie miał najmniejszych wątpliwości. Pod ławką w czasie lekcji pisywał długie i kunsztowne poematy – najczęściej miłosne”.

W szóstej lub w siódmej klasie zaczął tłumaczyć wiersze Horacego i tym okresie powstały pierwsze fragmenty, zamknięte w szkielecie rymów, tłumaczenia Księcia Homburgu Kleista. Po ukończeniu gimnazjum i zdaniu matury studiował jednocześnie polonistykę i germanistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim.

W latach 1928-1935 Sztaudynger pracował jako nauczyciel szkół średnich gdzie organizował teatry lalkowe. W latach 1937-1939 pracował jako pracownik Kuratorium Szkolnego w Poznaniu i jednocześnie był wykładowcą na Uniwersytecie Poznańskim. Po wojnie osiadł w Szklarskiej Porębie, a następnie przeniósł się do Łodzi, gdzie do roku 1954 pracował w Państwowej Szkole Dramatycznej Teatru Lalek. Był także współorganizatorem teatrów oraz, w latach 1950-1954, redaktorem czasopisma „Teatr Lalek”. Od 1954 do 1970 r. mieszkał w Zakopanem. Tłumaczył również z literatury niemieckiej (m.in. Johanna Wolfganga Goethego).

W roku 1954 w Bibliotece satyry wydawnictwa Czytelnik, ukazał się tomik fraszek „Piórka”. Początkowy nakład wynosił 5000 egzemplarzy, jednak gorące przyjęcie ze strony czytelników sprawiło, iż wyprzedano 65 000 egzemplarzy w przeciągu trzech lat. Od tej pory poeta zaczął więcej uwagi poświęcać temu gatunkowi literackiemu. Przytoczmy w tym miejscu słowa Stanisława Czernika, będące próbą wyjaśnienia zainteresowania pisarza fraszkami:

„Sztaudynger chciał wyprostować nieco wykoślawione pojęcie fraszki i przywrócić jej znaczenie poetyckie”.

W ostatnich latach życia Jan Sztaudynger zmagał się z ciężką chorobą. Dwudziestokrotnie leżał w szpitalach m.in. w Krakowie, Łodzi i Warszawie. Umarł w Klinice Neurologicznej w Krakowie 12 września 1970r. Pochowano go na cmentarzu Salwatorskim trzy dni później.

 

Zapraszam do delektowania się wybranymi fraszkami Sztaudyngera.

 

Miły czytelniku…
Miły czytelniku, upraszam cię wielce,
Nie pij fraszek haustem – sącz je po kropelce.

 

  • A kiedy strzyżesz owieczki, opowiadaj im bajeczki.
  • Aby się oprzeć o ideały, trzeba, by one się opierały.
  • Ach, już nie jedna jak but głupiutka, wystrychnęła mędrca na dudka.
  • Adam ujrzawszy, że Ewa jest naga, innego raju już się nie domaga.
  • Alimenta – to niespodziana rozkoszy pointa.
  • Amor – to jest naturalne – lubi czyny amoralne.
  • Amplituda – Najmilsza amplituda – od uda do uda.
  • Ani się nie spodziały, a już się spodziewały. 

 

  • Bardziej potrafi nam popsuć krew pchła niźli lew.
  • Bądź sprawiedliwy dla innych Panie, dla siebie proszę o zmiłowanie…
  • Boją się ciszy, wtedy się własne serce słyszy.
  • Boże, bądź ślepy i głuchy, idę do ładnej dziewuchy!
  • Bóg mowę nam wymyślił dla ukrywania myśli.
  • Bóg tyle hożych dziewek stwarza, a potem wszyscy huzia na dziwkarza.
  • Brak okazji, odwagi, ochoty – powody niejednej cnoty.
  • Był las, wrzos i mech, powiedziała: „Niech”.

 

  • Co robimy od stuleci? Dzieci…
  • Czas krok po kroku nam zmienia gorycz pamięci w słodycz zapomnienia.
  • Czas ludzi łudzi.
  • Czasami najwięcej rzucają cienia własne wyjaśnienia.
  • Czasem, gdy runie piedestał, widać, że nikt na nim nie stał.
  • Czasem się wielkie serca leczą – maleńką rzeczą…
  • Często trwalszy ślad na piasku niźli życie pełne blasku.
  • Człowiek bajdurzy o swojej wolności, a więźniem mięsa, nerwów i kości.

 

Dar
Jest obok daru blasku
Łaska cienia.
Jest obok daru uczuć
Dar zapomnienia. 

Dobra Rada
-Módl się i pracuj –
Radzą przyjacioły,
To inni się obłowią,
A ty będziesz goły. 

Dla równowagi
By równowaga nie była zwichnięta,
Podnosząc suknię, spuszczała oczęta.

Doświadczenie
Doświadczenie – to dar nieba
Masz, gdy ci już nie trzeba. 

 Dzieła
Wciąż tworzę dzieła wiekopomne,
O których jutro sam zapomnę.

Gorycz fiaska
Opłakiwałem gorycz fiaska,
Zanim spostrzegłem, ze to łaska.

Granice świata
Zakreślany własnym nosem,
Mikrokosmos jest kosmosem.

 

  • Jedni rodzą się za późno, a drudzy za wcześnie, to wielka sztuka zrodzić się współcześnie!
  • Jej drabina do kariery, ma cztery litery.
  • Jest tylko jedna prawda szczera, w kłamstwach jak w gruszkach się przebiera.
  • Jestem taki, jak mnie Pan Bóg stworzył. No – trochem świństwa od siebie dołożył.
  • Jabłek nie jadam. Zmądrzałem. Adam.

 

  • Kocham bliźnich jak braci – gdy szczodrzy i bogaci.
  • Kochać ludzi, wszystkich ludzi? O, jak to trudzi!
  • Koncert miał dziwnie nieskładne brzmienie: wpierw grały zmysły, potem sumienie.
  • Któż by wiedział, że czas leci, gdyby nie lustro i gdyby nie dzieci.

 

  • Ludzie mali nie cierpią swojej skali.
  • Ludzkość – to brzmi butnie, i zawodzi okrutnie.
  • Lustro ma zgagę, wszystko mu się odbija. 

     

 

 

 

Reklamy

Entry filed under: bajki dla dorosłych, biografie. Tags: , , , , , , .

Jak sobie radzić z „trudnym” szefem – odc. 2 Dzieci wiedzą lepiej – co to jest kino?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Trackback this post  |  Subscribe to the comments via RSS Feed


Archiwum

Tańcząc z Życiem - blog Ryszarda Skarbka w katalogu Gwiazdor
Katalog stron na MCportal.pl
Rozwój Osobisty

Blog Stats

  • 673,867 hits

%d blogerów lubi to: