Czy duchowość jest ucieczką od rzeczywistości?

18 czerwca 2008 at 19:59 6 komentarzy

 

Chciałbym dziś poruszyć temat dość kontrowersyjny, zwłaszcza na blogu, który dotyczy m.in. rozwoju osobistego i duchowości. Ale wierzę, że właśnie poprzez rozpatrywanie różnych perspektyw, poprzez uważne słuchanie oponentów i nie odrzucanie od razu ich opinii mamy szansę zrobić kolejny krok do przodu i stawać się pełniejsi. Dzięki temu uczymy się, poszerzamy i naszą wiedzę, i naszą świadomość.

Chciałbym dziś zapytać: czy duchowość jest ucieczką od rzeczywistości?

Podążając za dobrą radą Sokratesa zacznę najpierw od zdefiniowania tego, co w tym poście będe rozumiał przez:

duchowość – sfera wewnętrznego życia człowieka związana z poszukiwaniem odpowiedzi na pytania: kim jestem? Jaki jest sens życia? Czy istnieje Bóg?

rzeczywistość – tu rozumiana w sposób potoczny. Zewnętrzny w stosunku do nas „świat”. Przestrzeń i czas, w których żyjemy tu na ziemi. Ludzie z którymi jesteśmy i których spotykamy. Praca, wypoczynek, sprawy do załatwienia, kredyty, rachunki, cieknący kran, wzrost stóp procentowych, tzw. „codzienność”…

A zatem: czy duchowość nie jest próbą ucieczki od rzeczywistości w celu uniknięcia wysiłku, nierozwiązanych problemów, dyskomfortu, presji?

W coraz szybciej pędzącym świecie duchowość jest bardzo kuszącą alternatywą, która pozwala w coś wierzyć, pozwala złapać oddech, pozwala usłyszeć siebie, zatrzymać się na chwilę, nabrać dystansu  i „dotknąć nieba”. Bez tej możliwości wielu z nas prawdopodobnie  pogubiłoby się zupełnie w  problemach „codzienności”.

Ale z drugiej strony duchowość może być też wygodną ucieczką, odwróceniem się od cieknącego kranu i wzrostu stóp procentowych. Wręcz całościowym zanegowaniem świata materialnego – „świata gorszego”, mniej wartego. Ta codzienność jest wtedy czymś pomniejszym, czymś nie wartym uwagi. My przebywamy przecież w lepszym świecie: samoświadomości i samorozwoju, kontaktu z „wyższym ja”. Inni „uśpieni” nie zrozumieją o co nam chodzi, bo … są „uśpieni” :-). I tak daleko za nami na drodze „prawdziwego” rozwoju. Ale tak poza tym to ich szczerze kochamy …

Ale czy aby na pewno ten nasz wewnętrzny świat duchowości jest prawdziwy? Czy często nie jest tak, że jest przez nas stworzony właśnie dlatego, że nie radzimy sobie z codziennością, nie potrafimy stawić jej czoła?

Gdzie jest granica między egzaltacją, a duchowością?

Gdzie jest granica miedzy byciem egositą, a świadomym zmierzaniem do rozwoju siebie – dla dobra siebie i dla dobra INNYCH. Zwłaszcza kiedy jest sie za innych odpowiedzialnym – np. za dzieci.

OSHO, Ken Wilber (i wielu innych uznanych myślicieli ostatnich dziesięcioleci) zawsze podkreślało i wciąż podkreśla, że jest pewna kolejność rzeczy. Najpierw trzeba odrobić zadanie domowe z niższego poziomu, żeby móc przejść na poziom wyższy (BTW dziwna zbieżność z grami komputerowymi :-). Tylko wtedy na kolejnym poziomie następuje integracja poprzedniego i tylko wtedy rozwijamy się harmonijnie. W przeciwnym wypadku zawsze bedzie czegoś brakowało i zawsze w jakimś obszarze będziemy sztuczni.
Czy zatem nie jest tak, że nie można za szybko przeskakiwać na wyższy poziom drabiny bez wcześniejszego choćby dotknięcia jej wszystkich początkowych szczebli? Choćby po to, żeby móc zrozumieć tych, którzy są na tych poziomach.
Czy nie jest tak, że najpierw trzeba mieć mocne nogi i dobry grunt pod nogami, żeby móc zacząć pracować nad skrzydłami i dobrze się wybić w górę?  (tak na marginesie, to natura nie pozbawiła ptaków nóg – przypadek ?)  Można oczywiście powiedzieć, że żeby wzlecieć wcale nie trzeba się wybijać. Wystarczy wyjść na wysoki szczyt, zrobić krok do przodu i dać się ponieść wiatrom. Ale najpierw trzeba WEJŚĆ na ten szczyt :-). 

Czy można zatem zacząć latać w przestworzach, jeśli się najpierw nie nauczyło dobrze chodzić?

Kto przysparza więcej dobra temu światu: osoba, która prowadzi kuchnię dla bezdomnych czy mnich, który medytuje w odosobnieniu?

A może najlepiej, gdyby było to po prostu „dwa w jednym”?

 

Co o tym sądzicie? 

 

Zobacz także:

Czy można tańczyć w łożku, czy można medytować w tańcu?

A co, jeśli nie możesz nic zrobić, żeby się zmienić?

Rozwój osobisty człowieka

 Prawdziwe cudowne JA

Reklamy

Entry filed under: rozwój duchowy, rozwój osobisty. Tags: , , , , , , .

Typologia lizusów w firmach Maurice Ravel – Inżynier czy Kompozytor?

6 komentarzy Add your own

  • 1. Kamil  |  19 czerwca 2008 o 11:28

    Sam przeżywam ten dylemat. Ale powoli zaczynam dostrzegać i rozumieć, że nie ma dylematu 🙂 Dużo poruszyłeś spraw z tym związanych, ciężko skomentować wszystko. Myślę, że ten dylemat wynika z tego, że od urodzenia wiele nam się mówi o tej rzeczywistości,a nie wiele o kwestiach duchowych, a nic o tym, że rzeczywistość, tak naprawdę sama w sobie jest duchowa i rządzi się duchowymi prawami, których najczęściej nie znamy. Doświadczamy rzeczywistości, i tęsknimy za duchowością. Stoimy po pas w wodzie i umieramy z pragnienia. Doświadczenia i wiedza duchowa są niczym jeżeli nie wnoszą nic do naszej rzeczywistości, jeżeli jej nie zmieniają podług niej. Móc usłyszeć serce, to jedno, ale podążać za jego głosem, to już zupełnie coś innego. Poznać prawa tworzenia rzeczywistości, a tworzyć ją, to dwie różne rzeczy. Miłość jest działaniem, mądrość jest działaniem, obie dotyczą sfery ducha, ale przejawiają się w rzeczywistości. Oczywiście samo odczuwanie miłości prawdziwej potrafi zmieniać rzeczywistość oczywiście na innym poziomie. Człowiek wypełniony ciszą i spokojem, potrafi zmieniać swoje otoczenie. Człowiek wypełniony miłością może uzdrawiać. Pytasz, kto przysparza więcej dobra światu, czy dokarmiający biednych, czy medytujący…. Otóż moim zdaniem każdy z nich przejawia pewne działanie, które daje owoce, ale na innych płaszczyznach. Pewne rzeczy widzimy, innych nie jesteśmy w stanie dojrzeć, ale nie znaczy że nie istnieją.
    Jeden z nauczycieli duchowych, mówił, że kiedy już wejdziesz na górę, to musisz z niej zejść i podzielić się wrażeniami z innymi. Niech inni też wiedzą… Jeżeli osiągniesz oświecenie, to musisz zejść i znieść to światło innym. Przejawić duchowość w rzeczywistości.
    Ktoś powiedział, że jesteśmy istotami duchowymi…, ale po coś przecież zostaliśmy umieszczeni właśnie tutaj, w tej rzeczywistości. Moim zdaniem po to, żeby właśnie ją tworzyć, kreować, a duchowość…. to coś, czego doświadczenie daje nam większe rozumienie otaczającego świata, narzędzie, pomocne w kształtowaniu naszego życia.
    Pytasz czy duchowość może być ucieczką od życia? Może… Ale rzeczywistość, niestety też…

    Odpowiedz
  • 2. Wojciech  |  19 czerwca 2008 o 12:11

    To nie zupełnie wygląda tak, jak to przedstawiłeś, Ryśku.

    W mojej opinii człowiek siłą rzeczy jest autorem swojej historii życia. Może ją pisać na dwa sposoby: świadomie bądź nieświadomie.

    Będąc nieświadomym pozwala pisać swoją historię innym ludziom. Jest liściem na wietrze.

    Świadomy człowiek bierze sprawy w swoje ręce i robi to, co chce. To, co dyktuje mu serce. Nie pozwala na to, aby inni tworzyli jego opowieść. Jest kowalem swojego losu.

    Nie można uzyskać świadomości swoich możliwości i swojej natury ani znaleźć odpowiedzi na pytania egzystencjalne jeżeli nie jesteś zorientowany na rozwój duchowy. A kiedy już jesteś „uduchowiony”, to tylko ty ponosisz odpowiedzialność za siebie. I czy jesteś mnichem, czy jesteś biznesmanem – to twoje życie, twój wybór i twoja odpowiedzialność.

    Gdy spojrzymy na to w szerszym kontekście, życie nie ma innego celu jak wzrost, który może realizować się w nieskończoną ilość sposobów. Nie ma lepszej lub gorszej drogi. Tylko Życie szukające pełni.

    Pytanie brzmi: czy jesteś świadomym twórcą swojego życia? Czy swoim istnieniem realizujesz tę podstawową zasadę, jaką jest dążenie do pełni?

    Na marginesie dodam, że nie można uciec od rzeczywistości. Można ją tylko tworzyć póki się żyje 🙂

    Pozdrawiam,
    Wojciech 🙂

    Odpowiedz
  • 3. Ryszard Skarbek  |  21 czerwca 2008 o 11:27

    Kamil, Wojtek,

    bardzo dziekuje za Wasze komentarze. Wiele w nich glebokich mysli.
    Gdzies tam w glebi duszy czuje, ze jest tak, jak napisal Kamil – ze tak naprawde nie ma dylematu. Je jednak chyba jeszcze nie doszedlem do tego miejsca. I wciaz nurtuje mnie pytanie: gdzie jest granica miedzy egoizmem, a podazaniem za swoim glosem. Tu odnioslbym sie szczegolnie do slow Wojtka”: „Swiadomy czlowiek bierze sprawe w swoje rece i robi co chce”.

    Podpowiedzcie prosze, jak rozroznic, czy jest sie swiadomym, czy jest sie egoista?

    Zeby moze bardziej przerysowac to pytanie, powiem tak: sednem uzyskiwania swiadomosci jest wsluchiwanie sie w siebie, czyli skupienie na sobie, wejscie w CALOSC, w JEDNOSC poprzez jednostke. Jak to zrobic, zeby nie pojsc na manowce i nie popasc w egzaltacje. Czy Waszym zdaniem dobrze jest np. miec w poblizu inna osobe, przewodnika, nawet przyjaciela, ktory bedzie nas korygowal, jezeli za bardzo „odplyniemy”?

    Odpowiedz
  • 4. Łukasz  |  6 września 2008 o 08:25

    Ryśku delikatnie mówiąc wpadłeś. Zadajesz pytania które świadczą o tym że zaczynasz się budzić, że dostrzegasz że coś w tym wszystkim jest nie tak, i że gdzieś musi być odpowiedz. Problem jednak w tym że boisz się w to miejsce zajrzeć.

    Jeśli czytałeś OSHO i innych myślicieli to wiesz że duchowość i rzeczywistość to jedno. Pogłębiając swoją duchowość nie uciekasz od rzeczywistości ale w nią wchodzisz.

    Wcześniej egzystowałeś, byłeś, robiłeś co uważałeś za słuszne, ale nie zastanawiałeś się nad tym. Teraz zaczynasz pytać.

    W większości jednak stawiaj pytania nie innym a sobie. Siebie pytaj czego chcesz, siebie pytaj co czujesz, co myślisz, jakie są twoje poglądy, w co wierzysz… a jak o to wszystko zapytasz stawiaj sobie kolejne pytania. Dlaczego właśnie taka jest odpowiedź, czy ona jest prawdziwa, czy ona jest moja czy nauczył mnie ktoś tak myśleć.

    Duchowość to życie. Mój sąsiad sortuje śmieci, bo znajomi mu powiedzieli że to jest słuszne, problem w tym że na naszym osiedlu nie ma pojemników na rozsortowane śmieci więc wrzuca je do normalnego śmietnika by wymieszały się z innymi. Jest dumny z siebie, ale to nie jest rzeczywistość. Gdyby był zainteresowany duchowościa byłby zainteresowany świadomością, wtedy by sobie zdał sprawę że niczego dobrego nie robi, że nie ma powodu by być dumnym, że tylko traci czas.

    Działanie nie znaczy istnienia w rzeczywistości.
    Rzeczywistość to prawda która trzeba odkryć.
    A prawdę tą odkrywa się przez duchowość.

    Odpowiedz
  • 5. Ryszard Skarbek  |  6 września 2008 o 15:35

    Dziękuję za pouczenie Łukaszu

    Odpowiedz
  • 6. Łukasz numer 2  |  3 marca 2009 o 05:20

    Witam, bardzo fajny blog, wczoraj dopiero na niego trafiłem, ale czuję, że zostanę na dłużej 🙂
    Miałem taki sam dylemat, jak Ryszard, zastanawiałem się, czy zwracając się ku górze, poświęcając czas na rozważania filozoficzne/religijne/duchowe nie zaniedbuję przypadkiem tego wszystkiego, po co zostałem tutaj zesłany. Zastanawiałem się, czy nie powinienem jako człowiek dojść do etapu, kiedy zrozumiem, że najwyższą wartością jest miłość i to nią powinniśmy kierować się w naszym życiu, a kiedy już dojdę do tego etapu, to czy nie powinienem porzucić duchowości, zaniechać dalszych poszukiwań, a zacząć realizować „plan kierowania się miłością” przez resztę życia.
    Rozważałem, czy nie zaniechać całkowicie „teorii”, na rzecz „praktyki”.
    Wypowiedzi komentujących pozwoliły mi sformułować przemyślenia, z których wynika, że
    duchowy rozwój bardzo silnie oddziałuje na całe moje życie, mimo pozornej straty czasu.
    Wiedziałem, ze nie jest to całkowita strata czasu, ale zastanawiałem się, czy nie lepiej byłoby ten czas wykorzystać na czyn.
    Teraz wiem, że duchowy rozwój jest tym czynem. Na bazie tego czynu dojrzewają inne czyny, które w sposób bardziej oczywisty urzeczywistniają przykazanie miłości.
    Przepraszam, jeżeli moje wnioski kogoś rażą, jeżeli są dla kogoś prymitywne/oczywiste/błędne, zdaję sobie sprawę, że pewnie czyta to ktoś o wiele bardziej rozwinięty, niż ja.
    Odczułem potrzebę podzielenia się tymi przemyśleniami, oraz chciałem wyrazić wdzięczność za poruszenie tego ważnego dla mnie problemu zarówno autorowi rozważań, jak i ludziom komentującym (w szczególności mojemu imiennikowi).

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Trackback this post  |  Subscribe to the comments via RSS Feed


Archiwum

Tańcząc z Życiem - blog Ryszarda Skarbka w katalogu Gwiazdor
Katalog stron na MCportal.pl
Rozwój Osobisty

Blog Stats

  • 674,446 hits

%d blogerów lubi to: